Jacek Melchior – Próba dojrzałości

Spotkali się w pół drogi, zawirowali latami, trzymając się za ręce, po czym siła odśrodkowa odmiennych oczekiwań, pragnień i celów wyrzuciła ich poza nawias relacji. Jej przyniosła poczucie klęski i schyłku, jemu ortodoksyjną wolność i domniemaną dorosłość. Ten konglomerat niezgodności i odmiennych wektorów emocji nie miał prawa się udać. Jacek Melchior stworzył widowiskową i przygnębiająca historię na peryferiach stereotypów dotyczących intymnych zderzeń młodości z dojrzałością. Powieść żywą, dynamiczną, wielobarwną, ale również trudną i chwilami nieznośną.

Nie wiedzieć czemu, potrzebowałem dużo czasu do namysłu, zanim wziąłem się za pisanie tej recenzji. Bo choć wiedziałem, co o najnowszej książce Jacka Melchiora myślę, to nie miałem pojęcia, jak o tym napisać. Podejrzliwie konstatuję, że źródłem owej niepewności może być piorunująca współczesność tej historii.

Zaczyna się wręcz postmodernistycznie. Internet, czat, seks, młody chłopak i dojrzała kobieta. Relacja oparta początkowo na płatnej przyjemności zamienia się w regularny związek. Jednak jest on naznaczony tajemnicami, kłamstwami, mnogimi osobowościami. A nade wszystko miłością, jednostronną i źle rozumianą, która wykracza przeciwko sobie oraz tym, których jest udziałem.

Melchior bez tabu

Po autorze można, a nawet trzeba spodziewać się, że nie oszczędzi czytelnikowi pikanterii. Jednak spowita mgiełką rubaszności i „pospolitości” narracja niesie za sobą intensywną analizę relacji międzyludzkich – w tym międzypokoleniowych, międzypłciowych, a nawet międzytechnologicznych (gdzie walczą ze sobą mozolna sztuka epistolarna z hiperaktywną sztuką multimedialną). Jacek Melchior pali ziemię konserwatywnych światopoglądów, doprowadzając do uczuciowego mariażu kobiety doświadczonej z absolutnym debiutantem w zakresie dorosłości. On pragnie samodzielności i niezależności, ona pożąda młodości i miłości. Obydwoje są naznaczeni innym czasem, inną jego długością, a także nieprzystającymi do siebie doświadczeniami. Rozmijają się w swoich perspektywach na bycie z drugim człowiekiem. On bierze kolejne zakręty życia, niecierpliwie deliberując, co czyha za rogiem. Ona marzy o długiej prostej ze starzejącą się młodością u boku. Jego młodością, którą kocha, lecz którą coraz mniej lubi.

Masochizm serc

Podczas czytania książki Jacka Melchiora towarzyszył mi nieustanny niepokój i zniecierpliwienie. Jakby konstrukcja i dynamika powieści coraz bardziej napełniała mnie konsternacją, wytrącając mimochodem z komfortu uważnego czytania. Autor zbudował bardzo wymagające pod względem psychologicznym postacie. Ludzi pełnych sprzeczności, chwilami irytujących, a jednak bardzo autentycznych. Takiej historii nie umiałby opisać człowiek bez doświadczenia. Nie potrafiłby bowiem dotknąć tak wielu sfer jednocześnie i tak brutalnie odsłonić kulis procesu rozdzierania tkanki związkowej (jaka by ona nie była). Nie rozumiałby, że miłość może być więzieniem, a masochizm serc najwyższą z kar za chęć usilnego kontrolowania swojego życia.

Tytułowe nieporozumienie

Próbowałem dojść, skąd wziął się pomysł na tytuł „Dojrzałą poznam”. Przecież to nie jest jakiś podrzędny anons towarzyski, jakaś staromodna gierka w konwenanse. W powieści Jacka Melchiora wszystko wychodzi poza etykietę, dlatego trudno mi uwierzyć, że niniejszy tytuł wynikał z jego inicjatywy. Nie mogę się nadziwić wydawcy, że taką treść okrył całunem powierzchowności i nieadekwatności. Ta książka zasługuje na coś lepszego. Nadzieja, że więcej, choćby przypadkowych osób, kupi powieść, nie może być uzasadnieniem. Przede wszystkim dlatego, że „Dojrzałą poznam” to pozycja, na którą trzeba być w pewnym sensie przygotowanym psychicznie.

To proza trudna, chwilami męcząca swoją gęstością, neurotycznością, huśtawką nastrojów, pragnień, kaskad miłości i nienawiści. Nie zmieści się w umysłach płaskich, bezwzględnie oceniających, pozbawionych empatii i wyobraźni. Jacek Melchior sypie sól na rany naszych wyborów – tych przyszłych, może minionych lub tych, które nigdy nie nadejdą. Kochać to nie zawsze znaczy to samo. Kochać, to znaczy też władać – sobą i kimś jeszcze. A może bardziej kimś jeszcze, a sobą przy okazji? W każdym razie przewrotność tej historii jest ogromna, przez co pozostawia czytelnika skonsternowanym, zdezorientowanym i jednak w stanie lekkiego nienasycenia.

Kronika pewnego głodu

Wyobrażałem sobie, że przy piekielnym tempie akcji i intensywności wrażeń spadnie na mnie jakieś niesamowite zakończenie. Tymczasem to, mimo że ironiczne, przewrotne i znaczące, w moim odczuciu nie wytrzymało ciężaru całokształtu. Jednak cenię tę powieść za jej nieoczywistość, labilność, umiejętność odkrywania kolejnych warstw i etapów relacji między dwojgiem ludzi, szczególnie takimi, których więcej dzieli niż łączy. „Dojrzałą poznam” to poza wszystkim kronika pewnego głodu. Gorączkowego łaknienia tego, co wydaje się dla bohaterów nieosiągalne lub niemożliwe do zatrzymania.

Miłość to władza

Dobijając brzegu, zawrócę na chwilę i podzielę się pewną impresją. Czuję, że taka miłość, o jakiej pisze Jacek Melchior, to jednak miłość zgoła mi obca. To, co stało się udziałem niniejszej historii, można określić raczej psychodeliczną formą dominacji emocjonalnej. Trudno jednak odmówić temu zjawisku racji bytu, posądzić o niewinną sporadyczność czy infantylną nieistotność. Właśnie powszednia i powszechna niedojrzałość nakazuje nam władać drugim człowiekiem. Jednak w dysponowaniu, kontrolowaniu, usilnym uszczęśliwianiu i odgadywaniu myśli czy pragnień nie znajdziemy nigdy dorosłości. Wolności też nie.

Być może tę właśnie niezbyt odkrywczą prawdę autor chciał przekazać, budząc tym samym ambiwalentne odczucia. Skoro bowiem zdemaskowany element trudno nazwać wyjątkowym, to dlaczego tak łatwo wpaść w pułapkę pokrewnych zachowań? Ot, znowu, przewrotność taka. Prosta zależność, igraszka ledwie, a jakże istotna i jak często pomijana. Nie dajcie się zmylić lekkiemu tonowi, żwawemu językowi, TAK BARDZO chwilami współczesnemu. Mamy do czynienia z sidłami głębokiej refleksji nad dojrzewaniem, poczuciem wolności i aspektem odkrywania oraz świadomego budowania swojej tożsamości. Na tym myślę kończyć, bo więcej nie wypada mi napisać.

PS. Ta książka powinna nosić tytuł „Dojrzałość, poznam”. Co najmniej taki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *