Susan Faludi - "W ciemni"

Stefánie wszystko uchodzi na sucho

Choć Susan próbuje złożyć obraz tożsamości ojca w możliwą do zrozumienia całość, zadanie okazuje się wyjątkowo trudne. Szczególnie wtedy, gdy znika on na 30 lat, pozostawiając traumatyczne wspomnienie swojego despotyzmu i nieobliczalności. E- mail od Stefánie miał otworzyć nowy rozdział w jej relacjach z córką. Stał się początkiem śledztwa mającego na celu zbadanie i nakreślenie złożonej tożsamości rodzica i mimowolnym gorzkim odzwierciedleniem kulturowo-narodowej tożsamości Węgier.

Zdjęcie: Krytyka Polityczna

Droga Susan (…) mam dla Ciebie ciekawą nowinę. Zdecydowałem, że mam już dość wcielania się w rolę agresywnego macho, którym nigdy tak naprawdę nie byłam[1]. Kim więc był István Freidman aka Steven Faludi aka Stefánie Faludi? Teraz, po 30 latach milczenia, Susan wydaje się, że ma niepowtarzalną szansę na rozliczenie ojca i wyrównanie rachunków. Jednak ta skąpa w słowa wiadomość dobitnie komunikuje, że jest już na to za późno, ponieważ stał się zupełnie kimś innym, kimś nieznajomym. Kimś, kogo trzeba rozpoznać na nowo.

Patrz na mnie, ale na mnie nie patrz

Steven Faludi, znany fotograf, w wieku 76 lat przechodzi operację korekty płci. Wykształca nową osobowość, jak sama mówi, i jest gotów na nawiązanie relacji z dawno niewidzianą córką. Susan podejmuje rękawice i przylatuje do Budapesztu, do miejsca narodzin Stefánie. Rozpoczyna się żmudny proces poznawania, oswajania, wybaczania i budowania relacji między nimi. Podobnie jak ojciec, tak i więź narodziła się na nowo. A może nawet po raz pierwszy.

Demonstracyjne otwarcie nowego etapu w życiu dla obu jest emanacją osobowości Stefánie. Odzwierciedla również niespotykaną karuzelę wcieleń, która towarzyszyła przez całe jej istnienie, zazwyczaj jako element ochronnego przystosowania i nieuświadomionych prób definiowania swojej tożsamości. Mnogość uosobień, w jakie Steven, a wcześniej jeszcze István się wcielał, nie pozwalało odkryć tej mu najbliższej, żeby nie napisać „właściwej”.

Pielęgnowała w sobie niezmierzone pokłady sprzeczności, które objawiały się m.in. konserwatywną percepcją ról płciowych. Jako mężczyzna, Steven wyrażał predylekcję do maczystowskich, dominujących postaw. Natomiast jako kobieta, Stefánie chętnie oddawała się baśni bezbronności i potrzebie hołubienia. Chaotyczna mozaika osobowości nie stanowi jednak większej przeszkody. Bez względu na okoliczności Stefánie wszystko uchodzi na sucho. Susaaan, nie zapomnij tej kwestii. To jest klucz do wszystkiego[2]. Przewrotna, chwilami bezgranicznie beztroska i wyzywająca. Bezkompromisowo egzekwuje swoje życie w społeczeństwie, które ją odrzuca.

Prosto o trudnych zagadnieniach

Jaki to luksus, kiedy otrzymujemy prosty i zrozumiały przekaz referujący trudne zagadnienia. W tym kontekście misję Susan Faludi można uznać za nieudaną. Nie sądzę jednak, by w ogóle taki był jej cel. Autorka zmieniła status priorytetów, jakie towarzyszyły jej, gdy rozpoczynała pisać „W ciemni”. Już nie rozliczenie ojca z jego gwałtownej i despotycznej natury rodziciela, który porzuca, była ważna, ale poznanie osoby, która zredefiniowała i zbudowała swoją tożsamość poniekąd od nowa.

Zgłębianie historii Stefánie Faludi jest nieznośne, chwilami męczące, chimeryczne, a nawet irytujące. Szczególnie wtedy, gdy autorka przerywa pasjonującą wiwisekcję życia swojego ojca na rzecz parakademickich i publicystycznych harców. Wytrącają one czytelnika z rytmu, a poprzez swoją rozciągliwość odbierają nadzieję na powrót do momentami wyśmienitej dynamiki akcji. Można odnieść wrażenie, że to przeciąganie liny z odbiorcą ma być zabiegiem odzwierciedlającym relację autorki ze Stefánie. Mimo tych niedogodności nie można odmówić Susan Faludi inteligentnego budowania nastroju i wielowymiarowej historii, używając do tego m.in. ojcowskiej umiejętności rozdzielania i ukrywania tożsamości w relacji do obowiązujących warunków.

Diagnoza: wolność piętnowania

Obok kwestii tożsamości płciowej i ewolucji jej naukowego dyskursu ważne miejsce w książce Susan Faludi zajmuje diagnoza współczesnej kondycji węgierskiego społeczeństwa. Autorka nie tylko przedstawia interesujące diagnozy płynące z czasów Austro-Węgier, dyktatury Miklósa Horthy’ego czy tragicznej dla węgierskich żydów II wojny światowej. Przenikliwie przygląda się współczesnym dziejom kraju swoich przodków, które pod przewodnictwem Viktora Orbana zdradzają tęsknotę za błędami przeszłości. Wykluczenie i pogarda pomieszane z obojętnością i ucieczką od wolności stanowią bardzo nieprzyjemny zwiastun brunatnienia obyczajów oraz eksploatowania elementu „mniejszości” jako narzędzia i jednocześnie wdzięcznej platformy do manifestowania supremacji prawomyślnej większości.

W labiryncie brawury

Książka Susan Faludi bardzo wysoko zawiesza czytelnikowi poprzeczkę. Nie tylko ze względu na szczególną i w znacznej mierze osłoniętą woalem tabu tematyce tożsamości płciowej. Zawiera w swojej treści kilka równie silnych wątków, które ze sobą walczą i wzajemnie próbują się zdominować na różnych płaszczyznach. Widać to szczególnie w przypadku przeszłości, która pod wieloma względami natarczywie miesza się z teraźniejszością, przydając historii wysoce ambiwalentny, a nawet skrajny charakter. Potrzeba naprawdę dużo atencji, by nie zagubić się w tym brawurowym labiryncie wieloznacznego przekazu.

„W ciemni” to szalenie pasjonujące wyzwanie. Susan Faludi podniosła rękę na chaos wielowymiarowości natury ludzkiej. Zdecydowała się zademonstrować złożoność i niepodzielność tożsamości jednostki, a przez to jej wyjątkowość. I tu, zdaje się, dochodzimy do sedna. Otóż amerykańska dziennikarka przedstawiła tożsamość jako rozsypane puzzle osobowości, doświadczeń, wyborów i mnóstwa innych czynników, które w trakcie życia staramy się złożyć w całość. Czasami jednak brakuje nam czasu, by tej sztuki dokonać. Czasami też nie mamy najmniejszej ochoty, by jej zagadkę rozstrzygać. I to prawo do wolności jest piękne.

[1] Cytat z książki.

[2] Cytat z książki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *