Edouard Louis - Źle urodzony

Édouard Louis  – Źle urodzony

Plask! Pojawia się rumieniec na policzku. Rośnie i purpurowieje. Wbrew pierwszym skojarzeniom autor powyższego symbolicznego aktu przemocy nie używa siły fizycznej. Édouard Louis wyprowadza ten upokarzający cios, wyjawiając czytelnikom autobiograficzne doświadczenia. Wymierza siarczysty policzek prymitywnemu społeczeństwu i wykluczającemu systemowi społecznemu, który nie pozostawia żadnego miejsca dla odstępstw od narzuconych przez siebie reguł. Systemowi, który oferuje przede wszystkim biedę, ból, samotność i furię przemocy.

Coś z nim jest nie tak. Musi mieć coś z głową. Ten głos podwyższony, te niepokorne ręce, które przemierzają w niekontrolowany sposób niewidzialne osie przestrzeni. Ta niechęć do piłki nożnej i dziewczyn. Ten teatr i ten uśmiech, kiedy otrzymuje regularny łomot od szkolnych oprawców. Coś z nim jest nie tak. Musi mieć coś z głową.

To ty jesteś ten pedał?

Eddy Bellegueule dorasta w małym miasteczku na północy Francji, w robotniczej rodzinie trapionej ubóstwem, alkoholizmem i przemocą. W losach rodziców, rodzeństwa, sąsiadów odgaduje swoją przyszłość, do której najpierw próbuje się dostosować. Jednak z biegiem kolejnych doświadczeń wiążących się z agresją, upokorzeniem i brutalnym trzebieniem ważnej części swojej tożsamości, zdaje sobie sprawę, że nie udźwignie życia przeciwko sobie.

Zanim zetknie się z tym przekonaniem, będzie próbować zaprzeczać, że żadnym pedałem nie jest, mimo bardzo wczesnej homoseksualnej inicjacji. Nauczy się na pamięć składu piłkarskiej reprezentacji Francji. Zademonstruje fizyczną wyższość wobec koleżanki i ją pobije. W przypływie desperacji nawiąże bliższe relacje z dziewczynami. Chce być twardzielem, którego uzna lokalna społeczność, chce być jednym z nich.

Jednak wbrew społecznym pragnieniom, zwyciężać w nim zaczyna naturalne pożądanie do mężczyzn. Zyskuje świadomość swojej inności, nieprzystawalności, a także nieuchronności swojego losu, jeśli nie zdecyduje się na drastyczny manewr zerwania ze środowiskiem, w którym wzrastał. Postanawia podjąć ryzyko, z nadzieją, że to koniec z Eddym, jakiego zna. Jednak zmiana nie oznacza końca dyskryminacji. Społeczna poprzeczka się podnosi, lecz pogarda zostaje. Wszak pedałem się jest na wieki wieków. Amen.

Tęsknota za przemocą

Eddy miał być trofeum egzemplifikującym męskość ojca, a tymczasem stał się źródłem wstydu i kpin, które pociągnęły za sobą przepastną samotność, a także regularną przemoc fizyczną i psychiczną. Siła mięśni i budowana na niej dominacja wpisywały się w najczęściej używaną formę konfrontacji z rzeczywistością. Nic więc dziwnego, że przemoc stała się jednym z głównych środków komunikowania się ojca z synem, jak i narzędziem animującym jego codzienność. Kto nie potrafi zadać przemocy, ten musi umieć ją cierpliwie przyjmować. Musi stać pod pręgierzem niedoszłej męskości i znosić zwierzęce zachowania ze strony tych, którzy uznają, że już ją posiedli.

Oprócz zasad działania machiny okrucieństwa Édouard Louis wyjawia również zdradliwość poniżenia, które wkrada się w genotyp codzienności ofiary, stając się niezbywalnym elementem jej życia. Kiedy akt agresji nie wiąże się z żadnymi emocjami, lecz staje się rutyną wyposażoną w opcję natychmiastowego zapomnienia, upokorzony odczuwa żal i jeszcze większą zniewagę jako jednostka niezasługująca nawet na taką formę uwagi.

Autor zarysowuje także koncept ciała jako jednostki penitencjarnej, która więzi bohatera w swojej fizyczności i wiąże się z formą społecznej tortury, której kształt uzależniony jest od scenografii – domu rodzinnego, szkoły czy grona rówieśniczego. Każdy przejaw ludzkiego niedostosowania podlega ocenie i staje się zarzewiem zachowań dyskryminacyjnych.

Igrzyska poniżonych

„Koniec z Eddym” to nie tylko obraz małomiasteczkowej patologicznej rodziny, która nieustannie dręczy homoseksualnego chłopca, ale również denuncjacja społecznej przemocy, nietolerancji i zdrady. I chciałoby się rozdzielić przestrzeń doświadczeń rodzinnych od płaszczyzny społecznej, ale zwyczajnie nie można tego zrobić, ponieważ oba elementy nieustannie się przenikają i wzajemnie sankcjonują. Louis w bezpretensjonalny sposób obnaża przejawy kulturowej agresji i stygmatyzacji osób homoseksualnych w małomiasteczkowej, prowincjonalnej Francji.

Ta chęć, ten rozpaczliwy, nieustannie ponawiany wysiłek, by innych umieścić w hierarchii niżej od siebie, byle nie znaleźć się na najniższym szczeblu drabiny społecznej.

Bez znieczulenia, bez zbędnego kluczenia opisuje to, czego był świadkiem i w czym brał udział. Przytomnie referuje rzeczywistość, stawiając mimo młodego wieku dojrzałe i celne diagnozy społeczne. Przedstawia społeczność zdruzgotaną i zdegradowaną, dla której wstyd i bezwstyd zamieniły się rolami. Społeczność nader cielesną, która nie mogąc sięgnąć po owoce ducha, zbiera plony fizycznej natury. One bowiem zyskują status pierwszych i ostatnich szańców jej godności. Stąd też bierze się przywiązanie do aktów seksualnych, pornografii czy agresji.

Odsłania ubóstwo więzi społecznych i rodzinnych, obnaża niechęć mężczyzn wobec dbałości o zdrowie, a także ich pociąg do łamania prawa jako przejaw szczególnej odwagi i męskości. Prezentując skalę społecznego zapuszczenia, mimowolnie oskarża państwo za społeczne zaniechania, instrumentalne traktowanie obywateli i tworzenie enklaw strukturalnej biedy, gdzie rządzi przemoc.

Nie zaznasz spokoju

„Koniec z Eddym” – debiutancka powieść Édouarda Louisa – jest rozdzierająca. Zachowuje się jak pijany wandal, który zrzuca z półek książki, ciska zastawą stołową, wywraca krzesła, tłucze szyby w oknach i wrzeszczy, parskając gęstą śliną: Nie zaznasz nigdy spokoju. Nigdy! Ta historia krzyczy całą sobą, wywołując złość, bezsilność i wzmagając rosnący od pierwszej strony bunt.

Powieść francuskiego pisarza przygniata swoim ciężarem i napastuje wrogą rzeczywistością bez szans na zmianę trajektorii indywidualnych losów. Pokazuje, jak milczenie staje się najlepszym sprzymierzeńcem przemocy wobec jednostki, która ugina się pod wpływem gwałtu z rąk otaczających go bliskich, sąsiadów, a także systemu, w jakim żyje.

Sympatia do Didiera Eribona, któremu Louis dedykuje niniejszą książkę, wydaje się naturalna. Ich historie są pod wieloma względami zbieżne. Choć reprezentują inne pokolenia, to obaj są „źle urodzeni” – pochodzą z francuskiej prowincji, obaj borykali się z okrutnymi przejawami dyskryminacji, obaj wreszcie podkreślają w swych treściach element klasowości i wykluczenia społecznego. Zarówno Eribon, jak i Louis są jasnymi gwiazdami na firmamencie mrocznych historii. Przedostali się bowiem do innego świata i stają wobec zupełnie innego formatu wyzwań niż na przykład robotnik w fabryce. Jednak nikogo nie powinno to uśpić, ponieważ są chlubnymi wyjątkami od niechlubnej reguły. Fakt ich funkcjonowania w sferze publicznej nie oznacza braku blizn po ranach, jakie rodziny i społeczeństwo zadały im w imię przenajświętszej dyskryminacji. Blizny nie tylko źle wyglądają, ale i bolą. Przez całe życie.

Wydawca: Wydawnictwo Pauza

Przekład: Joanna Polachowska