Flaga i godło Serbii

Protesty w Belgradzie – Serbowie mówią dość!

We wtorek 7 lipca stolicą Serbii wstrząsnęły gwałtowne protesty. Początkowo łączono je z zapowiedzią przywrócenia godziny policyjnej i ograniczeń związanych z narastającą pandemią COVID-19. Ten argument stał się jednak jedynie wyzwalaczem ogromnego gniewu społecznego, który od miesięcy narasta w Serbach.

Źródło zdjęcia: GoodFon.com

Wtorek 7 lipca 2020 roku na długo zapadnie w pamięci prezydenta Aleksandara Vučicia oraz polityków koalicji Aleksandar Vučic – Dla naszych dzieci, której siłą napędową jest Serbska Partia Postępowa (SNS). Tego dnia prezydent zapowiedział na konferencji prasowej ponowne wprowadzenie w Belgradzie godziny policyjnej. Przyczyną takiego postępowania miała być pogarszająca się sytuacja epidemiczna w stolicy. Jeszcze we wtorek pod budynkiem Zgromadzenia Narodowego Republiki Serbskiej zaczęli zbierać się wzburzeni mieszkańcy Belgradu. Gdy kilkanaście osób wtargnęło do środka, zareagowała policja. Jednak wbrew oczekiwaniom, interwencja nie zakończyła protestów. Podobnie jak wycofanie się z kontrowersyjnej decyzji o ponownym wprowadzeniu surowych ograniczeń.

Prezydent i jego pandemiczne manipulacje

Szybko okazało się, że nie ponowne wprowadzenie godziny policyjnej jest przyczyną impulsywnej reakcji tłumu. Problem leży bowiem w autorytarnych zapędach prezydenta Aleksandara Vučicia, wspieranego przez partię SNS, której nadal pozostaje przewodniczącym.

Przyczynę tak gwałtownych i długotrwałych protestów zdradza Anna Czajczyk, autorka artykułu Protesty w Belgradzie. Dlaczego Serbowie zaatakowali parlament?, w którym oddała głos osobom uczestniczącym w demonstracjach. Z polifonicznej relacji wynika, że przed wyborami prezydent studził obawy obywateli przez możliwością zakażenia się wirusem, a temat potencjalnego zagrożenia epidemicznego zniknął z mediów rządowych. Sytuacja uległa zmianie po wygranej w wyborach. Wówczas rzeczone media powróciły do informowania o rosnącej liczbie zakażeń i zgonów, a prezydent Vučić zaczął za ich pośrednictwem obwiniać za taki stan rzeczy niezdyscyplinowanych obywateli.

Z obszernego studium przypadku wynika, że serbskie władze najpierw zlekceważyły zagrożenie COVID-19, po czym wprowadziły obszerne obostrzenia, które wywróciły życie Serbów do góry nogami. Analizując kalendarium działań administracji państwowej i jej zwierzchników, ciężko dopatrzeć się ładu i konsekwencji.

Brak pozytywnych rezultatów w walce z pandemią nie przeszkodził władzom w luzowaniu wcześniej przyjętych rygorów. Zniesienie surowych reguł umożliwiły m.in. Novakowi Djokoviciovi organizację cyklu pokazowych turniejów tenisowych Adria Tour oraz imprez towarzyszących. Przypomnę jedynie, że czworo uczestników wspomnianej serii zawodów, w tym jej gospodarza, zdiagnozowano pozytywnie na obecność koronawirusa (Novak Djoković, Gregor Dimitrov, Viktor Troicki, Borna Corić). Poluzowanie przepisów umożliwiło również przeprowadzenie w Serbii m.in. wyborów parlamentarnych.

Tymczasem jak donosi portal NaszaSerbia.pl, 3 lipca prezydent Vučić stwierdził, że sytuacja w kraju jest zła, a w Belgradzie, gdzie odnotowano 80% zachorowań na COVID-19, wręcz krytyczna. Ten błąd może dużo kosztować nie tylko samego Vučicia, ale i jego reprezentację parlamentarną. Z pewnością rozlewające się na cały kraj protesty nie poprawią ani sytuacji epidemicznej, ani politycznej. Jak wiele jest do stracenia?

Plebiscyt poparcia

Raptem kilka tygodni temu, bo 21 czerwca 2020 roku, w Serbii przeprowadzono wybory parlamentarne, regionalne (do parlamentu Prowincji Autonomicznej Wojwodiny) oraz lokalne. Pierwotnie miały odbyć się 26 kwietnia, lecz zostały przesunięte ze względu na pandemię COVID-19 i ogłoszony w związku z tym stan wyjątkowy. Wybory wygrała związana z prezydentem Vučiciem koalicja Dla naszych dzieci, zyskując 60,65% głosów (188 mandatów). Drugie miejsce przypadło Socjalistycznej Partii Serbii – 10,38% głosów (32 mandaty). Na trzecim stopniu podium znalazła się partia Zwycięstwo dla Serbii –  3,83% głosów (11 mandatów). Pozostałe 19 miejsc w parlamencie zdobyły blisko współpracujące z rządem partie mniejszości narodowych. W swojej powyborczej analizie Wybory w Serbii – manifestacja dominacji Vučicia Marta Szpala, główny specjalista Ośrodka Studiów Wschodnich, zaznaczyła szczególny charakter tej parlamentarnej elekcji: Większość ugrupowań opozycyjnych nie wzięła udziału w wyborach i nawoływała do ich bojkotu, argumentując, że kontrola mediów i instytucji państwowych przez rządzącą SNS uniemożliwia przeprowadzenie głosowania zgodnie z demokratycznymi standardami. Frekwencja była rekordowo niska i wyniosła ok. 50% (w Belgradzie – 35%). Przedstawiciele UE i OBWE potwierdzili, że dominacja partii rządzącej w mediach nie pozwoliła opozycji prowadzić kampanii na równych warunkach.

Wyniki wyborów parlamentarnych w Serbii w 2020 roku

W sieci nepotyzmu i klientelizmu

Marta Szpala podkreśla również znaczenie procesu konsolidacji władzy w rękach prezydenta Vučicia, którego partia współrządzi od 2012 roku: Ostatnie cztery lata pokazują konsolidację osobistej władzy Vučicia, który mimo objęcia urzędu prezydenta w 2017 r. nie zrezygnował z pozycji lidera partii. Kontrola nad państwem i partią czyni z niego najpopularniejszego polityka w kraju. To daje mu ogromną swobodę obsadzania kluczowych stanowisk osobami całkowicie od niego zależnymi, które na dodatek nie cieszą się najlepszą reputacją. Serbia boryka się z rosnącą falą korupcji i nepotyzmu, a niesamodzielny aparat państwowy pozostaje do dyspozycji prezydenta: Uzyskanie pracy w rozbudowanym sektorze państwowym jest uzależnione od wspierania partii rządzącej (do SNS należy ponad 10% społeczeństwa). Aparat państwa i struktury siłowe są przez Vučicia konsekwentnie wykorzystywane do zwalczania przeciwników politycznych, aktywistów, dziennikarzy czy ekspertów krytykujących panujący w Serbii system władzy. Instytucje państwowe lub lojalni wobec prezydenta biznesmeni sprawują też niemal pełną kontrolę nad sektorem mediów, co pozwala skutecznie budować osobistą popularność Vučicia. Jedyna stacja telewizyjna krytyczna wobec rządu dostępna jest tylko w niektórych sieciach kablowych, a prorządowe tabloidy stygmatyzują osoby sceptyczne wobec władzy jako wrogów wewnętrznych i zewnętrznych, którzy działają przeciw serbskim interesom narodowym i niweczą osobiste wysiłki lidera SNS na rzecz rozwoju kraju (cała treść powyborczej analizy znajduje się tutaj).

Brutalność policji

Oddziały policji desygnowane do przywrócenia porządku w stolicy wstrząsanej od kilku dni  protestami wykazały się dużą brutalnością w działaniu. Funkcjonariusze podjęli czynności nie tylko wobec agresywnych demonstrantów, którzy rzucali w nich racami, kawałkami krawężników czy płyt chodnikowych, ale atakowali również osoby zupełnie niezaangażowane w działania protestacyjne oraz dziennikarzy.

Minister Spraw Wewnętrznych Nebojša Stefanović argumentował, że policja działała w akcie samoobrony i była wstrzemięźliwa w swych reakcjach, mimo że została obrzucona kamieniami i racami. Oglądając niektóre akty policyjnej przemocy udokumentowane w artykule Serbian Protests: Police Brutality Mapped, trudno nie odnieść wrażenia, że delikatnie rzecz ujmując, mija się z prawdą co do owego przymusu używania siły.

Serbskie protesty w Internecie

Przez pierwsze dni gwałtownych demonstracji przetaczających się przez Belgrad w polskich mediach próżno było szukać choćby wzmianki o tym, co się dzieje w Serbii. Dzisiaj już można przeczytać pierwsze materiały i relacje na łamach Onetu czy TVN24. Natomiast niemal od samego początku doniesienia z Belgradu można było śledzić na portalach Balkan Insight oraz Al Jazeera Balkans. Również media społecznościowe obfitują w relacje z bieżących wydarzeń, np. na facebookowych fanpage’ach: Boris Malagurski, Jugmedia czy Nasza Serbia. Materiały filmowe i zdjęciowe są także dostępne na Instagramie (#serbiaprotests2020), jak i YouTube (serbia protest 2020).