Wzgórze - recenzja

Abonent czasowo niedostępny

Wyspa, wzgórze, osioł i luneta. Niewiele tego jak na osobę do niedawna zanurzoną w kulturalnym świecie stolicy, człowieka z rzutkim umysłem, niemal zabawnego, o znacznym stopniu wyrafinowania. Cisza i samotność miejsca, do którego trafia bohater książki Ivicy Prtenjačy „Wzgórze”, to margines życia ostatniej szansy. Tu łatwo można osunąć się w nicość, ale równie łatwo można nabrać innej perspektywy względem życiowego dorobku.

A gdyby tak odejść od swojego życia, a przynajmniej jego doczesności? Na pewien czas wynieść swoje istnienie na orbitę nieuczestniczenia w codziennym teatrze egzystencji? Gdyby tak znaleźć miejsce, z którego łatwiej dotknąć niebo i jednocześnie lepiej czuć pod nogami ziemię? Być może brzmi zachęcająco, nawet jak spełnienie marzeń stereotypowego introwertyka, jednak owo pragnienie pozostaje zazwyczaj fantazją, nadzieją, ewentualnie zazdrosną kpiną. Tymczasem bohater książki pt. „Wzgórze” autorstwa Ivicy Prtenjačy postanawia zrzucić skórę ubrudzoną wymuszonymi uśmiechami, niechcianymi ukłonami, ponoszeniem konsekwencji cudzej abnegacji i pozostałych gorących źródeł życiowego rozczarowania. Zostawia Zagrzeb na rzecz wzgórza na jednej z dalmatyńskich wysp, z którego obserwuje otoczenie i wypatruje potencjalnych pożarów.

W poszukiwaniu przemiany

Bohater „Wzgórza” zamieszkuje dawne koszary, integruje się ze spartańskimi warunkami oraz miejscową florą i fauną. Nieodzownym towarzyszem podróży ku peryferiom dotychczasowego życia staje się stary osioł, którego nazywa Viskonti. Wydają się być dobranymi kompanami, choć każdy z nich wypatruje innego przełomu. Choć trzy letnie miesiące są przede wszystkim czasem spotkań z samym sobą, to bohaterowi nie udaje się uniknąć konfrontacji z innymi ludźmi. Uosabiają one te cechy człowieczych dolegliwości, których nie rozumie lub którymi gardzi, a z pewnością chce wobec nich zachować jak największy dystans. Natężenie miznatropii zmienia się wraz z odległością dzielącą go od innych homo sapiens. Obserwując otoczenie przez Oko (lunetę), oddaje się namiętności podglądania codziennego życia osób, które go nie widzą. Ta jednostronna relacja wznieca w bohaterze nieustanną dyskusję, korowód refleksji, które wiodą go ku odnowie, choć chyba bardziej adekwatnym słowem byłaby przemiana. Tytułowe wzgórze to miejsce, gdzie toczy walkę ze sobą o siebie.

Transformacja pogorzeliska

W pierwszym skojarzeniu powieść Ivicy Prtenjačy przywodzi na myśl alegorię spalonej ziemi. Ziemi bezwzględnie skąpanej w promieniach słonecznych, pozornie bezpłodnej, wysuszonej do cna, spalonej na popiół. Jednak odosobnione pogorzelisko skrywa w sobie niedobitki istnienia, które pozwalają życiu odnowić swe oblicze i odrodzić się niczym feniks z popiołów. Zresztą treść „Wzgórza” wypełnia znacznie więcej tropów i nawiązań o rozmaitej proweniencji kulturowej, dla których trudno mi w tym krótkim tekście znaleźć przestrzeń. W powieści chorwackiego pisarza szczególne miejsce zajmuje przyroda, jej piękno, pierwotność, a także brutalność. Niemal przez cały czas bohater polega na towarzystwie osła o hrabiowskich manierach, który staje się jego przyjacielem w niedoli, a także współtowarzyszem w doświadczaniu świata natury podlegającemu bezwzględnej strategii prawa silniejszego. Surowość i ostateczność przyrody wznieca pokusę zadawania śmierci, która wybrzmiewa w powieści na różnych frontach jej wątków. Zresztą jesteśmy w Chorwacji, gdzie echa wojny oraz pamięć z nią związana nadal jest żywa i nieustannie rodzi fatalne konsekwencje. Doświadczenie traumy pozostawia odpryski we współczesnych formach egzystencji, postaw i dążeń. Autor dostrzega przemianę chorwackiego społeczeństwa na przestrzeni pokoleń, a także kosztów i ofiar, jakie ta transformacja za sobą pociąga.

Satysfakcja z nienasyceniem

„Wzgórze” jest powieścią zdecydowanie interesującą, choć pozostawiającą niedosyt. To dużo lepsze, aniżeli przegadywanie rzeczywistości. Niemniej jednak Ivica Prtenjača uruchomił tak wiele interesujących wątków i nieoczekiwanych emocji, że aż się prosi, by tę historię opowiedzieć i głębiej, i bardziej rozlegle. Obok bardzo smacznych zabiegów językowych i pięknie prowadzonych myśli pojawiają się niezręczności i usterki, które zaburzają pozytywny odbiór treści, jak np. „schodzić w dół” czy też niezbyt pasujące do wysublimowanych stwierdzeń słowo „wyluzowany”. Trudno powiedzieć, czy to zabieg autora, czy też kwestia tłumaczenia i redakcji. Mimo tego „Wzgórze” broni się ciekawie opowiedzianą historią, płynnością i pewną zawadiackością. Któżby nie chciał być tak odważny i wypisać się z dotychczasowego życia, aby dać sobie szanse na drugie, może lepsze? A potem, po kilku miesiącach nieobecności, nagle odebrać przychodzące połączenie, już odnowiony, wypowiadając przeciągłe – haloooo?!

Autor: Ivica Prtenjača – “Wzgórze” | Przekład: Siniša Kasumović | Wydawnictwo: Biblioteka słów | Projekt okładki: Roksana Kularska-Król